Napisałam Wam ostatnio, że wykraczę mężowi awans. Od razu ubiegnę Wasze gratulacje i napiszę: nie, jeszcze awansu nie dostał, a co więcej: on ma nadzieję, że nie dostanie. Ja chyba też mam nadzieję, że nie dostanie, już Wam piszę dlaczego. Po prostu są firmy, w których z awansu mogą wyniknąć same kłopoty. Jak na złość w takich firmach pracujemy oboje: i on i ja :)
O mojej Wylęgarni czytałyście już wiele: robota jak robota, forsa raczej kiepska, dużo podnoszenia, ale po ośmiu godzinach można iść w pierony i się niczym nie przejmować. No chyba że się dostanie awans jak ja, wtedy o spokoju ducha można zapomnieć. Kierownicze stanowisko? Owszem, przede wszystkim z nazwy. Co prawda odpowiada się za zamówienia, nadzoruje się pracę personelu i tak dalej... ale przede wszystkim zapierdziela się ciężej od innych, bo robota musi być zrobiona, samemu się za to odpowiada, więc konsekwencje ponosi się także samemu. Nikogo nie obchodzi, że brakuje rąk do pracy, a z roku na rok firma ucina koszty więc i etaty... a praca musi być zrobiona i nie ma że boli. Gdyby chociaż wynagradzały to zarobki... ale nie. W Wylęgarni kierownik zarabia sto złotych więcej niż podlegający mu personel, śmieszne wiem :)
Pewnie więc zastanawiacie się: po co się zgadzać, skoro same nieprzyjemności z tego tytułu? Chyba jedynie do tytułu w następnym Cv, bo zawsze to inaczej wygląda, jak się ma wpisane doświadczenie zawodowe kierownik, co nie? Taaa... ale uwierzycie, jak Wam napiszę, że firma proponując awans nie pozostawia wyboru? Kilkakrotnie byłam świadkiem, gdy pracownik odmówił tej zaszczytnej funkcji. Niestety, taki pracownik był później dyskryminowany finansowo (premia uznaniowa jest naprawdę uznaniowa i nikt nie musi jej dawać), traktowany oschle ( a nikt nie lubi pracować w nieprzyjemnej atmosferze), przenoszony na inny punkt ( bo tu jest potrzebny kierownik, a nie kasjer) i tak dalej i tak dalej :)
No, ale dość o mnie... ja jestem na macierzyńskim... jeszcze. A umowę mam do końca sierpnia, nie wiem, co będzie dalej i o tym nie myślę. Nic mi to nie pomoże. Teraz ważny jest Kocur i jego praca, bo to on stanie się wkrótce jedynym żywicielem rodziny. I pasowałoby żeby utrzymał tę pracę jak najdłużej :))
Zakład do którego trafił jest zakładem pracy chronionej. Między innymi. Pracuje tam bardzo dużo osób z grupami inwalidzkimi i przykro to mówić, załatwionymi za pieniądze. Nawet tego nie ukrywają. Powiem Wam co sądzę o takich ludziach: nie chce im się robić. Takie mam doświadczenie z pracy z takimi ludźmi. Mają przyznaną grupę rentową czy coś tam innego, chwalą się na prawo i lewo ile pieniędzy w to władowali, dostają umowę lub i nie bo nie chcą, żeby ich rejestrować, ale jak przyjdzie co do czego to są przecież chorzy, nie mogą ciężko pracować...
Niestety, Kocur trafił na takich właśnie ludzi. Większość z pracujących z nim ludzi potrafi przeplątać się cały dzień po hali, tu kawka, tam plotka, tu żarcik, tam stanie na chwilę, tu usiądzie, tu się zatrzyma, w międzyczasie przyjdzie kierownik, to trzeba się szybko wziąć za robotę, bo ten skur... się drze jak poje.... i o ch... mu chodzi? (Przepraszam Was, ale tak jest, Kocur mi wszystko opowiada :))
Trafia tam bardzo niewiele osób, które znają się na robocie czy mają wykształcenie w tym kierunku. A jeszcze mniej takich, którym zależy na pracy i robią dokładnie, nie pierdzielą roboty, nie trzeba im patrzeć na ręce.
Mój mąż spełnia wszystkie warunki ( ależ jestem z niego dumna), więc już na starcie dostał wyższą stawkę, ale także powierzono mu o wiele trudniejszą pracę. Nie krzywduje sobie z tym, bo najlepiej się mu pracuje, gdy robi coś sam, nikt mu się nie miesza, nikt mu nie zepsuje ( częste tam jest, że ktoś coś zaczyna, ktoś inny kończy, a potem szukaj winnego...). Ostatnio zdarzyło się tak, że jeden z brygadzistów nie przyszedł do pracy, okazało się, że poszedł w tango (podobno testował wódkę na wesele córki) i zawalił całe zamówienie. Prawdopodobnie nie pozwolą mu wrócić do pracy, nie ma co się dziwić zresztą. I wszystko wskazuje, że przymierzają na to stanowisko mojego męża, który notabene pracuje tam dwa miesiące...
Kocur nie chce i ja się mu nie dziwię.
Tam jest taka dziwna atmosfera, jeden drugiemu patrzy na ręce, podkłada świnię, jedna wielka zawiść, szczególnie gdy chodzi o pieniądze. Brygadzista z którym pracuje Kocur jest totalnym dupkiem. Mają tam praktykantów, brygadzista pomiata tymi, którzy nie wchodzą mu w tyłek, tylko ciężko pracują, zaś ci którzy się mu podlizują nic nie muszą robić! Poza tym ostatnio zmienił nastawienie do Kocurzastego - wydaje mi się, że od tej pory jak kierownik powierza mu cięższą robotę w zastępstwie tego, który zapił. Od tego momentu Kocurzasty nic się tamtego nie może zapytać, bo mu mówi, że nie wie, albo że to nie jego sprawa! No jak nie wie, jak jest przełożonym! No, śmiech na sali po prostu! Podobna sytuacja była z tym chłopakiem w poprzedniej robocie, nie wiem, czy pamiętacie, ale potem tamtemu się odmieniło i był już okej! A ten jest coraz gorszy i mam wrażenie że z zawiści po prostu... ech, nie wiem, jak to się skończy, Kocur nie chce żadnego awansu, ale podobno oni po prostu mianują i nie dają żadnego wyboru... no, poważna firma to to nie jest, zresztą po pracownikach widać :)
Chciałabym by Kocurek miał fajną pracę, żeby nie stresował się ludźmi, bo robić ciężko trzeba wszędzie, ale zmagać się z taką zawiścią i złośliwością niekoniecznie. To okropne uczucie! Wiem z własnego doświadczenia na poprzednim punkcie, w obecnej wylęgarni na dziewczyny nie da się narzekać, każda pilnowała swojego nosa i tak powinno być. Jeśli wszyscy pracują starannie i każda robi to co do niej należy, to nie ma powodów do zgrzytów, jest miło i koleżeńsko. Chyba że się trafi na takich ludzi jak właśnie teraz Kocur. :((
Mam nadzieję, że jakoś to się rozwiąże, albo dostanie ten awans i będzie sobie spokojnie pracował z nową brygadą, o ile przydzielą mu dobrych ludzi, albo zapomną o sprawie a wtedy i podejście do niego się zmieni, bo nikt mu niczego nie będzie zazdrościł :)
Bo każda z nas jest taka, albo inna...
piątek, 25 maja 2012
czwartek, 24 maja 2012
Zastrzyk dla taty :)
Pojechałam dziś rano do laboratorium, żeby wykonać badania. Tak się złożyło, że przede mną w kolejce stał mój znajomy z czteroletnim synkiem. Biedne dziecko, na skierowaniu cała litania badań, a taki maluszek, jak tylko usłyszy o "kuciu" to jest jeden wielki wrzask :( Podeszli do okienka i kolega podał pani skierowanie, a młody od razu obwieścił: ja już skończyłem zastrzyki i nie dam się kuć! Pani w okienku zgodnie z prawdą powiedziała, że tutaj się ZASTRZYKÓW nie daje. A mój znajomy tylko westchnął i polecił sobie wykonać morfologię :) Tym sposobem młody był przekonany, że wspiera biednego tatę, który idzie na zastrzyk :)
Po chwili z gabinetu doszedł nas nieludzki wrzask, a po paru minutach drzwi się otworzyły i wyszedł uśmiechnięty chłopak :) Nawet nie bolało bardzo, powiedział babkom z okienka. Chyba tatę bolało bardziej... dodał po namyśle. Ojciec tylko się uśmiechnął. Hm, no chyba że to nie dziecko tak wyło? :)))
Przypomniałam sobie dziś, co to znaczy nie wypić rano kawy! Jejku, ostatnio tak miałam w grudniu, a wtedy to było nieco inaczej, bo ledwie wstałam, od razu leciałam na badania, więc potem szybko nadrabiałam kawowe zaległości. A teraz mam tak, ze Mordeczkin budzi się o piątej lub czwartej na pierwsze śniadanie. Najczęściej biorę ją do siebie, robię butelkę, przewijam i karmię z jednym zamkniętym okiem. Tylko że po śniadaniu ja mojej córce przeszkadzam! Nasze łóżko jest za wąskie na trzy osoby, śpiącego Kocura ciężko się pozbyć, a dziecko się kręci i popłakuje dopóki się mu nie zrobi miejsca. Więc mama wstaje i ... z kawą siada przed komputerem. A dziś kawy nie było.... i ręka mi tak sama jakoś lazła po kubek, a kubka brak :)) Szczerze mówiąc to nawet czułam smak tej kawy na języku :))
I teraz też czuję, więc...
Po chwili z gabinetu doszedł nas nieludzki wrzask, a po paru minutach drzwi się otworzyły i wyszedł uśmiechnięty chłopak :) Nawet nie bolało bardzo, powiedział babkom z okienka. Chyba tatę bolało bardziej... dodał po namyśle. Ojciec tylko się uśmiechnął. Hm, no chyba że to nie dziecko tak wyło? :)))
Przypomniałam sobie dziś, co to znaczy nie wypić rano kawy! Jejku, ostatnio tak miałam w grudniu, a wtedy to było nieco inaczej, bo ledwie wstałam, od razu leciałam na badania, więc potem szybko nadrabiałam kawowe zaległości. A teraz mam tak, ze Mordeczkin budzi się o piątej lub czwartej na pierwsze śniadanie. Najczęściej biorę ją do siebie, robię butelkę, przewijam i karmię z jednym zamkniętym okiem. Tylko że po śniadaniu ja mojej córce przeszkadzam! Nasze łóżko jest za wąskie na trzy osoby, śpiącego Kocura ciężko się pozbyć, a dziecko się kręci i popłakuje dopóki się mu nie zrobi miejsca. Więc mama wstaje i ... z kawą siada przed komputerem. A dziś kawy nie było.... i ręka mi tak sama jakoś lazła po kubek, a kubka brak :)) Szczerze mówiąc to nawet czułam smak tej kawy na języku :))
I teraz też czuję, więc...
środa, 23 maja 2012
O praniu, braku czasu, badaniach i takich tam :)
Jaaa!
Ale mam fajną pralkę :) Dziś zafundowałam sobie pranie premierowe, mało co całego domu nie wyprałam, w końcu jednak stanęło na ciuszkach Milci, naszych, ręcznikach i kocyku Mordeczkina. Szczerze to nawet mnie to pranie tak nie cieszyło, jak wirowanie, bo jak to tak wyciągnąć z pralki niemal suche pranie, powiesić na 15 minut i zbierać do domu :) Cieszę się, że ją kupiliśmy :)) Za to z odkurzaczem dałam ciała, bo nie popatrzyłam, że nie ma cieńszej końcówki, jest tylko gruba wielka i szczoteczka. Więc będę się męczyć z tą wielką, a wiecie jak to ciężko tym odkurzyć kąty. Jeszcze się łudziłam, że przełożę ze starego odkurzacza, ale gdzie tam. Specjalnie robią inne rozmiary, wredoty jedne!
Czasu nie mam, okropne to jest! Pranie, sprzątanie, męczenie Mordki zupką jarzynową, wieczorkiem konsumowanie skrobanego jabłuszka, potem wycieczka do ogródka i podlewanie naszych doniczek. Bo na razie posiałyśmy wszystko w doniczkach, tak jest twardo w ogródku! Liczę na mały deszczyk, byle nie za duży... po ogródku kąpanie, butelka i usypianie :) I koniec dnia :) Właśnie dlatego zaniedbuję wszystkie blogi, łącznie ze Starą Komodą :) Ale mam już zdjęcia w aparacie, kilka poprawek i nowy towar trafi na półkę :) Tym razem w rozmiarze XL, tyle Wam zdradzę :)
Jutro jadę do ośrodka na badania krwi i już jestem tak zdenerwowana, że katastrofa. Wszystko przez to, że dawno nie robiłam jakichkolwiek badań, a przyjmowanie lekarstw idzie mi katastrofalnie. Raz sobie przypomnę o szóstej a innego dnia o dwunastej... o ile sobie przypomnę. Bo co z tego, że ja pamiętam, kiedy nie mam czasu? Bo pampers przecieka, bo butelka do zrobienia, bo płaczemy... ech, dlatego boję się tych wyników ;( Ale tłumaczę sobie że jakiekolwiek są to trzeba je zrobić i poprawić wyniki... może hormony po ciąży się uspokoiły, te tarczycowe mam na myśli :)
Kurczę jeszcze na domiar złego Milence coś na rączce wyskoczyło, w fałdce przy nadgarstku. I nie wiem czy to odparzenie takie maluśkie, bo ona prawie cały czas tę rękę trzyma zgiętą, w buzi palec, więc mokra ta ręka?
Bo na alergię nie wygląda, może to od potu? Czego ona mnie stresuje? Smaruję Sudocremem, bo to mam w domu, jutro pokażę sąsiadce.
A ja jutro mam imieniny, mam nadzieję że mi się nikt nie przyplącze :)) Na przykład teściowa. Bo ja mam budżet opracowany do dziesiątego i nie ma w nim rozpisanych niespodziewanych wydatków na ciasto, czy broń Boże jakiś alkohol :)) Hm, pociesza mnie, że nawet esemesa mi na urodziny nie podesłała, więc pewnie obrażona o ostatni raz :) I niech tak zostanie, ja tam nie jestem taka - kupię jutro bombonierkę na Dzień Matki, żeby się Kocur nie wygłupił, bo on z tych zapominalskich :)Już wiem, co jej powiem o pralce: powiem, ze na raty :) Dzięki temu będzie chwila spokoju, bo będzie myślała, że doszły mi kolejne rachunki i jestem biedniejsza...
Można coś wykrakać własnemu mężowi?
Można :)
To ja w tym momencie krakam (kraczę) :)
Awans.
Jeszcze nie, ale zobaczycie...
Ale nic Wam nie napiszę, póki się nie stanie. Ja jestem wróżka ferst klas. Żyję w zgodzie z Tarotem, wróżę z fusów :) Kocur będzie miał awans. Choć wiem, że nie chce...
Boże, naprawdę nie chcę się cieszyć, że tak dobrze się układa, bo tak bardzo boję że znów coś się zepsuje. A jednak muszę, tak troszeczkę. Byle te wyniki... ten zabieg. Boję się :(((
Ale mam fajną pralkę :) Dziś zafundowałam sobie pranie premierowe, mało co całego domu nie wyprałam, w końcu jednak stanęło na ciuszkach Milci, naszych, ręcznikach i kocyku Mordeczkina. Szczerze to nawet mnie to pranie tak nie cieszyło, jak wirowanie, bo jak to tak wyciągnąć z pralki niemal suche pranie, powiesić na 15 minut i zbierać do domu :) Cieszę się, że ją kupiliśmy :)) Za to z odkurzaczem dałam ciała, bo nie popatrzyłam, że nie ma cieńszej końcówki, jest tylko gruba wielka i szczoteczka. Więc będę się męczyć z tą wielką, a wiecie jak to ciężko tym odkurzyć kąty. Jeszcze się łudziłam, że przełożę ze starego odkurzacza, ale gdzie tam. Specjalnie robią inne rozmiary, wredoty jedne!
Czasu nie mam, okropne to jest! Pranie, sprzątanie, męczenie Mordki zupką jarzynową, wieczorkiem konsumowanie skrobanego jabłuszka, potem wycieczka do ogródka i podlewanie naszych doniczek. Bo na razie posiałyśmy wszystko w doniczkach, tak jest twardo w ogródku! Liczę na mały deszczyk, byle nie za duży... po ogródku kąpanie, butelka i usypianie :) I koniec dnia :) Właśnie dlatego zaniedbuję wszystkie blogi, łącznie ze Starą Komodą :) Ale mam już zdjęcia w aparacie, kilka poprawek i nowy towar trafi na półkę :) Tym razem w rozmiarze XL, tyle Wam zdradzę :)
Jutro jadę do ośrodka na badania krwi i już jestem tak zdenerwowana, że katastrofa. Wszystko przez to, że dawno nie robiłam jakichkolwiek badań, a przyjmowanie lekarstw idzie mi katastrofalnie. Raz sobie przypomnę o szóstej a innego dnia o dwunastej... o ile sobie przypomnę. Bo co z tego, że ja pamiętam, kiedy nie mam czasu? Bo pampers przecieka, bo butelka do zrobienia, bo płaczemy... ech, dlatego boję się tych wyników ;( Ale tłumaczę sobie że jakiekolwiek są to trzeba je zrobić i poprawić wyniki... może hormony po ciąży się uspokoiły, te tarczycowe mam na myśli :)
Kurczę jeszcze na domiar złego Milence coś na rączce wyskoczyło, w fałdce przy nadgarstku. I nie wiem czy to odparzenie takie maluśkie, bo ona prawie cały czas tę rękę trzyma zgiętą, w buzi palec, więc mokra ta ręka?
Bo na alergię nie wygląda, może to od potu? Czego ona mnie stresuje? Smaruję Sudocremem, bo to mam w domu, jutro pokażę sąsiadce.
A ja jutro mam imieniny, mam nadzieję że mi się nikt nie przyplącze :)) Na przykład teściowa. Bo ja mam budżet opracowany do dziesiątego i nie ma w nim rozpisanych niespodziewanych wydatków na ciasto, czy broń Boże jakiś alkohol :)) Hm, pociesza mnie, że nawet esemesa mi na urodziny nie podesłała, więc pewnie obrażona o ostatni raz :) I niech tak zostanie, ja tam nie jestem taka - kupię jutro bombonierkę na Dzień Matki, żeby się Kocur nie wygłupił, bo on z tych zapominalskich :)Już wiem, co jej powiem o pralce: powiem, ze na raty :) Dzięki temu będzie chwila spokoju, bo będzie myślała, że doszły mi kolejne rachunki i jestem biedniejsza...
Można coś wykrakać własnemu mężowi?
Można :)
To ja w tym momencie krakam (kraczę) :)
Awans.
Jeszcze nie, ale zobaczycie...
Ale nic Wam nie napiszę, póki się nie stanie. Ja jestem wróżka ferst klas. Żyję w zgodzie z Tarotem, wróżę z fusów :) Kocur będzie miał awans. Choć wiem, że nie chce...
Boże, naprawdę nie chcę się cieszyć, że tak dobrze się układa, bo tak bardzo boję że znów coś się zepsuje. A jednak muszę, tak troszeczkę. Byle te wyniki... ten zabieg. Boję się :(((
wtorek, 22 maja 2012
No to wszystko jasne :)
Tytuł w nawiązaniu do odpowiedzi na pytania, które mi zadałyście. Postaram się dziś opublikować tę notkę, nie wiem czy się uda, bo mam tyle na głowie, ze szok. Najpierw - przed odpowiedziami - napiszę Wam jednak kilka rzeczy. :)
Przede wszystkim kurier przywiózł już pralkę i odkurzacz, praleczka jest taka malutka, no ale wsad ma jak automat, nie wiem, jak to to pierze, się zobaczy :) Podniecona jestem, jak wtedy, kiedy sąsiad przywiózł mi komputer, he he :)) Kurier od pralki był u nas już drugi raz w tym tygodniu, poprzednim razem przywiózł Mordeczkinowi nagrodę z konkursu ( misia i mleczko. spodziewałam się, że miś będzie duży, a mleko małe, a okazało się na odwrót i całe szczęście) i Milenka przywitała go takim wyciem, że się chłopina zabrał i nie wziął pieniędzy. Na szczęście go dogoniłam :D Byłaby pralka w gratisie i jeszcze odkurzacz, se se se :))
Z kolei listonosz przyniósł przesyłkę z nasionami, więc dziś z Milenką siejemy takie różne zielska. Mamy między innymi groszek pachnący, lawendę raz jeszcze, bazylię, lwią paszczę, astra i kilka krzaków z gatunków ozdobnych... ciekawe czy mi cokolwiek wyrośnie, no groszek na pewno, bo już kiedyś siałam :))
No, dobra to teraz jedziemy z odpowiedziami... może się zdarzyć, ze trochę dziś, trochę w następnych notkach, ale już mnie nosi żeby sprawdzić tę pralkę :))
Ola pyta o wymarzony prezent urodzinowy, bez limitów pieniężnych :)
No, w momencie gdy zadawałaś to pytanie, powiedziałabym bez wahania: pralka automatyczna plus przerobienie tej nieszczęsnej wody, aby ją podłączyć :)) Ale w tym momencie pralka zeszła na dalszy plan. Hm, powiem Wam szczerze że mam z tym zawsze problem, z wybraniem sobie prezentu. Nie umiem tego robić :) Mogłabym powiedzieć wyjazd na Karaiby, ale gdy się głębiej nad tym zastanowię, wcale o tym nie marzę :) W tym momencie chciałabym... Trylogię Millenium lub... fajny ekspres do kawy :)
Drugie pytanie: gdybyś miała się wrócić do jakiegoś okresu w życiu, na powiedzmy na tydzień, to co byś chciała jeszcze raz przeżyć?
Gdybym miała być tylko obserwatorem - chciałabym się wrócić do wieku 2-3 lata i zobaczyć jaka byłam. Gdybym miała brać aktywny udział, coś naprawić... cofnęłabym się o rok i spędziła więcej czasu z moją mamcią :)
Blondsia pyta:
czy jest coś czego żałujesz i co to jest?
Czy jest coś czego żałuję. Żałuję wielu rzeczy, aż szkoda czasu na to by je wymieniać :)) Gdybym miała podać jedną... żałuję, że Milenka urodziła się dopiero teraz :)
najgłupsza rzecz jaką zrobiłaś?
A najgłupsza rzecz... ciężko się przyznawać do swoich błędów, ale zrobię to. Gdy miałam piętnaście lat, poszłam z koleżanką do supermarketu i zwędziłyśmy parę rzeczy. Najgorsze, że nawet nie było nam to potrzebne. Na szczęście zostałyśmy złapane i dostałyśmy naprawdę zimny kubeł na nasze rozpalone łby. Do dziś gdy o tym dniu pomyślę palę się ze wstydu! Ajć! A teraz pracuję w takim sklepie i sama tępię złodziei, jak to się mówi fortuna kołem się toczy...
Pytanie Agnieszki :)
1. Gdzie najchętniej spędziłabyś wakacje?
Wakacje, oj... już od dawna marzy mi się Barcelona, żeby pozwiedzać, posłuchać języka. A jeśli nie Barcelona (za drogo) to tylko nasze piękne Tatry :)
2. Ulubiony program w TV?Ulubiony program... no z tym jest problem, bo ja malutko telewizji oglądam. W sumie to chyba najbardziej lubię te moje telenowele latynoskie, ale wszystko co oglądam się już kończy, więc zostanę telewizyjną sierotą :))
3. Kim jesteś zzawodu/z wykształcenia?
Z zawodu jestem kierownikiem w sieci handlowej, a z wykształcenia technikiem technologii żywienia zbiorowego :)) a teraz etatową mamusią...
Pytania Nikki :)
1. Jakie są Twoje ulubione potrawy?
Moje potrawy... ciężko wymienić, bo ja lubię bardzo wiele rzeczy :) fasolka po bretońsku, devolaje, strogonow, i od niedawna kurczak curry z makaronem szpinakowym ;)
2. Jak się poznaliście z Kocurzastym?Kocura poznałam na ulicy. Jeździł sobie samochodem z kolegami, a ja wracałam z uroczystości z koleżanką. Wysiadł, zaczepił... i tak się poznaliśmy ;)
3. Jakie cechy wg Ciebie powinien posiadać mężczyzna idealny?
Mężczyzna idealny powinien mieć poczucie humoru, być czuły i odpowiedzialny ;) I powinien lubić piłkę nożną (żarcik)
4. 3 rzeczy które byś zabrała na bezludną wyspę?
Książkę, mp3 i zapałki ;)
5. Ile książek przeczytałaś dotychczas? Nie mam pojęcia :) Ale miałam taki okres, gdy to rzeczywiście liczyłam, na mojej liście znalazło się wtedy ponad 400 tytułów...
6. Twoje ulubione książki?
Moimi ulubionymi książkami są dzieła Stephena Kinga: kocham "Miasteczko Salem", "Łowcę Snów", TO. Ale nie tylko ten pisarz wzbudza moje emocje. "Studnia życzeń" Davida Baldacciego, "Zatoka Francuza" Dafne de Maurier, "Smażone zielone pomidory" to według mnie są najpiękniejsze książki pod słońcem :)
2. Czy jest coś co chciałabyś w sobie zmienić (?)
3. Najtrudniejsze chwile bycia mamą do tej pory (?)
Najtrudniejsza była ta chwila, gdy Mordka się dławiła, tak bardzo się bałam, Boże.. ciężko też było sobie poradzić z tym, że nie mam mleka w piersiach, a mała płacze. Na szczęście szybko sobie wytłumaczyłam, że dla niej butelka = pełny brzuszek, a co za tym idzie mój spokój i jej spokój :)
2. Jeśli mogłabyś wybrać miejsce (miasto, kraj), w którym zamieszkasz, co by to było?Nie mam takiego miejsca z nazwy :) Ale chciałabym wychować Milenkę w takim miejscu, gdzie niczego jej nie braknie, a my będziemy mieć pracę i pieniądze by zapewnić sobie i jej jakąś przyszłość. Jeśli znasz nazwę tego miasta, daj znać :))
Przede wszystkim kurier przywiózł już pralkę i odkurzacz, praleczka jest taka malutka, no ale wsad ma jak automat, nie wiem, jak to to pierze, się zobaczy :) Podniecona jestem, jak wtedy, kiedy sąsiad przywiózł mi komputer, he he :)) Kurier od pralki był u nas już drugi raz w tym tygodniu, poprzednim razem przywiózł Mordeczkinowi nagrodę z konkursu ( misia i mleczko. spodziewałam się, że miś będzie duży, a mleko małe, a okazało się na odwrót i całe szczęście) i Milenka przywitała go takim wyciem, że się chłopina zabrał i nie wziął pieniędzy. Na szczęście go dogoniłam :D Byłaby pralka w gratisie i jeszcze odkurzacz, se se se :))
Z kolei listonosz przyniósł przesyłkę z nasionami, więc dziś z Milenką siejemy takie różne zielska. Mamy między innymi groszek pachnący, lawendę raz jeszcze, bazylię, lwią paszczę, astra i kilka krzaków z gatunków ozdobnych... ciekawe czy mi cokolwiek wyrośnie, no groszek na pewno, bo już kiedyś siałam :))
No, dobra to teraz jedziemy z odpowiedziami... może się zdarzyć, ze trochę dziś, trochę w następnych notkach, ale już mnie nosi żeby sprawdzić tę pralkę :))
Ola pyta o wymarzony prezent urodzinowy, bez limitów pieniężnych :)
No, w momencie gdy zadawałaś to pytanie, powiedziałabym bez wahania: pralka automatyczna plus przerobienie tej nieszczęsnej wody, aby ją podłączyć :)) Ale w tym momencie pralka zeszła na dalszy plan. Hm, powiem Wam szczerze że mam z tym zawsze problem, z wybraniem sobie prezentu. Nie umiem tego robić :) Mogłabym powiedzieć wyjazd na Karaiby, ale gdy się głębiej nad tym zastanowię, wcale o tym nie marzę :) W tym momencie chciałabym... Trylogię Millenium lub... fajny ekspres do kawy :)
Drugie pytanie: gdybyś miała się wrócić do jakiegoś okresu w życiu, na powiedzmy na tydzień, to co byś chciała jeszcze raz przeżyć?
Gdybym miała być tylko obserwatorem - chciałabym się wrócić do wieku 2-3 lata i zobaczyć jaka byłam. Gdybym miała brać aktywny udział, coś naprawić... cofnęłabym się o rok i spędziła więcej czasu z moją mamcią :)
Blondsia pyta:
czy jest coś czego żałujesz i co to jest?
Czy jest coś czego żałuję. Żałuję wielu rzeczy, aż szkoda czasu na to by je wymieniać :)) Gdybym miała podać jedną... żałuję, że Milenka urodziła się dopiero teraz :)
najgłupsza rzecz jaką zrobiłaś?
A najgłupsza rzecz... ciężko się przyznawać do swoich błędów, ale zrobię to. Gdy miałam piętnaście lat, poszłam z koleżanką do supermarketu i zwędziłyśmy parę rzeczy. Najgorsze, że nawet nie było nam to potrzebne. Na szczęście zostałyśmy złapane i dostałyśmy naprawdę zimny kubeł na nasze rozpalone łby. Do dziś gdy o tym dniu pomyślę palę się ze wstydu! Ajć! A teraz pracuję w takim sklepie i sama tępię złodziei, jak to się mówi fortuna kołem się toczy...
Pytanie Agnieszki :)
1. Gdzie najchętniej spędziłabyś wakacje?
Wakacje, oj... już od dawna marzy mi się Barcelona, żeby pozwiedzać, posłuchać języka. A jeśli nie Barcelona (za drogo) to tylko nasze piękne Tatry :)
2. Ulubiony program w TV?Ulubiony program... no z tym jest problem, bo ja malutko telewizji oglądam. W sumie to chyba najbardziej lubię te moje telenowele latynoskie, ale wszystko co oglądam się już kończy, więc zostanę telewizyjną sierotą :))
3. Kim jesteś zzawodu/z wykształcenia?
Z zawodu jestem kierownikiem w sieci handlowej, a z wykształcenia technikiem technologii żywienia zbiorowego :)) a teraz etatową mamusią...
Pytania Nikki :)
1. Jakie są Twoje ulubione potrawy?
Moje potrawy... ciężko wymienić, bo ja lubię bardzo wiele rzeczy :) fasolka po bretońsku, devolaje, strogonow, i od niedawna kurczak curry z makaronem szpinakowym ;)
2. Jak się poznaliście z Kocurzastym?Kocura poznałam na ulicy. Jeździł sobie samochodem z kolegami, a ja wracałam z uroczystości z koleżanką. Wysiadł, zaczepił... i tak się poznaliśmy ;)
3. Jakie cechy wg Ciebie powinien posiadać mężczyzna idealny?
Mężczyzna idealny powinien mieć poczucie humoru, być czuły i odpowiedzialny ;) I powinien lubić piłkę nożną (żarcik)
4. 3 rzeczy które byś zabrała na bezludną wyspę?
Książkę, mp3 i zapałki ;)
5. Ile książek przeczytałaś dotychczas? Nie mam pojęcia :) Ale miałam taki okres, gdy to rzeczywiście liczyłam, na mojej liście znalazło się wtedy ponad 400 tytułów...
6. Twoje ulubione książki?
Moimi ulubionymi książkami są dzieła Stephena Kinga: kocham "Miasteczko Salem", "Łowcę Snów", TO. Ale nie tylko ten pisarz wzbudza moje emocje. "Studnia życzeń" Davida Baldacciego, "Zatoka Francuza" Dafne de Maurier, "Smażone zielone pomidory" to według mnie są najpiękniejsze książki pod słońcem :)
Pytania Free Spirit
1. Co zmieniło w Tobie bycie mamą (?)
Bardzo się zmieniłam. Stałam się czujniejsza, delikatniejsza, o wiele mocniej się wzruszam i ulegam emocjom. A równocześnie stałam się silna jak nigdy, jak lwica... i niech ktoś skrzywdzi moje dziecko to oczy wydrapię :D
2. Czy jest coś co chciałabyś w sobie zmienić (?)
Jestem zazdrosna i wcale mi się to nie podoba. Za bardzo też ufam ludziom i potem często się parzę...
3. Najtrudniejsze chwile bycia mamą do tej pory (?)
Ken.G :)
1. Wygrałaś bon pt. "Zakupy w pięć minut" (ile zdążysz wpakować do koszyka, tyle Twoje). Do którego działu biegniesz najpierw?
Oczywiście biegnę do księgarni, o Boże, byle zdążyć :))
2. Jeśli mogłabyś wybrać miejsce (miasto, kraj), w którym zamieszkasz, co by to było?Nie mam takiego miejsca z nazwy :) Ale chciałabym wychować Milenkę w takim miejscu, gdzie niczego jej nie braknie, a my będziemy mieć pracę i pieniądze by zapewnić sobie i jej jakąś przyszłość. Jeśli znasz nazwę tego miasta, daj znać :))
3. Jak się relaksujesz?
Relaksuję się czytając, blogując i grając w różne gry komputerowe :)
Mom :)
1. Kiedy zrozumiałaś, że Kocurzasty to ten jeden jedyny. [?].29 sierpnia 2000 roku :) Jedenaście dni po naszym spotkaniu. Najpierw się wzbraniałam przed tym uczuciem, a potem wsiąkłam na całego :)
2. Najtrudniejsza próba jaką musieliście przejść. [?].Najtrudniej było właśnie na początku: on chciał - ja nie. Potem pojawiły się problemy z zazdrością o przeszłość. Teraz to wydaje się dziecinadą, a wtedy było takie bolesne :)
3. Co sprawia, że czujesz się szczęśliwa (oprócz Kocurzastego i Milenki. [?].
Stadion, trybuny, kibice :) To coś naprawdę wyjątkowego, ale tego nie da się opisać w żaden sposób. To trzeba poczuć całym sobą i wtedy dopiero zrozumie się tych ludzi, którzy tworzą ten klimat. :)
Monia :)
jak oceniasz te 30 lat swego życia, co byś zmieniła, z czego jesteś dumna, co chcesz zapomnieć, czego żałujesz i jak widzisz siebie za te 30 lat :P
Oceniam je dobrze, ja jako optymistka zawsze wyciągam na wierzch to co dobre, kryję to co złe :)
Zmieniłabym to, że poszłabym na studia choćbym miała harować po szesnaście godzin dziennie :)
Jestem dumna z tego, że mam taką cudowną rodzinę :)
Chcę zapomnieć wszystkie kłótnie z kocurem:)
Żałuję wielu rzeczy :)
Mam nadzieję, że za trzydzieści lat będę żyła i będę babcią :)
Kamal :)
1) Czy w związku z wkroczeniem w nowy wiek, masz jakieś nowe szczególne cele, wyzwania lub nadzieje?Mam taki cel by być dobrą mamą i żoną, a przy tym spełniać swoje marzenia i cieszyć się każdym dniem :)
2) Jaka jest twoja największa i najmniejsza wada?Jestem okropnie zazdrosna i bałaganiarska. Nie wiem, co gorsze :)
3) Jakie są Twoje największe marzenia?Chciałabym napisać powieść :)
4) Jak widzisz swoje życie za kolejne 30 lat?Mam nadzieję, że będę jeszcze żyła, a że do emerytury jeszcze trochę będzie... no to pewnie będę zasuwać w wylęgarni :)
5) Czego nie lubisz robić?Zmywać naczyń i myć włosów, nie wiem czemu...
6) Co Cię relaksuje?
Książka, blog, gra :)
Asia :)
I chciałabym się dowiedzieć, co najbardziej cenisz w innych ludziach?I czy 'od zawsze' wiedziałaś, że Kocurzasty to właśnie ten?
Cenię w ludziach pogodę ducha i optymizm. Wiesz że nie cierpię maruderów, więc tym bardziej doceniam, gdy spotkam człowieka który w jasny sposób postrzega świat, jak ja :) Cenię także szczerość i ... punktualność :) (moi znajomi mają z nią problem...)
Czy od zawsze wiedziałam... nie :) Bo najpierw Kocura chciałam spławić, ale tak jak napisałam wyżej: zakochanie się zajęło mi 11 dni :)
Red Sonia :)
1. Gdybyś mogła zamieszkać w dowolnym miejscu na świecie, gdzie by to było i dlaczego?
2. Było pytanie o wady a ja zapytam o zalety, Twoja najmocniejsza strona to?
3. Gdybyś mogła na jeden dzień zamienić się z kimś rolami, kto by to był i co wtedy byś zrobiła?
2. Było pytanie o wady a ja zapytam o zalety, Twoja najmocniejsza strona to?
3. Gdybyś mogła na jeden dzień zamienić się z kimś rolami, kto by to był i co wtedy byś zrobiła?
Napisałam już wyżej, chciałabym mieszkać w takim miejscu, gdzie zapewniłabym Milence dobrą przyszłość i nie martwiła się że czegoś jej braknie.
O, myślę, że moją najmocniejszą stroną jest optymizm. Wiele razy pomógł mi przetrwać ciężkie chwile.
Jakiś milioner. Przelałabym wszystkie jego pieniądze na konto towarzystwa opieki nad zwierzętami. I trochę na swoje ;)
Poszło gładko, jakieś dodatkowe pytania? Tylko cos z czcionkami sie stalo za co przepraszam ;)
poniedziałek, 21 maja 2012
Z ołówkiem w ręku :)
Dziewczyny, na Wasze pytania odpowiem w następnej notce, bo muszę Wam napisać coś ważnego :)
Kocurzasty przyniósł w piątek swoją pierwszą wypłatę, wyszedł znacznie lepiej niż się spodziewaliśmy, a to głównie za sprawą tego, ze nadal nie ma umowy ( to akurat mnie dręczy), a także tego że wyrobił dużo godzin.
I wczoraj postanowiliśmy siąść na spokojnie i wszystko poobliczać, ile mamy tych pieniążków na czysto, do następnego przypływu gotówki czyli mojego macierzyńskiego. A więc z ołówkiem w łapie, ale w pozytywnym znaczeniu, bo tak mnie to cieszyło, że w końcu możemy coś zaplanować z pieniążkami, a nie tylko rachunki i jedzenie!!!
Więc przede wszystkim wszystkie rachunki + Kocurzastego dojazdy do pracy + luźna stówka na wszelki wypadek, jakby trzeba było nagle coś zapłacić (np. wodę, bo u nas dziwnie wodę sprawdzają, czasem raz na trzy miesiące, czasem raz na pół roku..., więc nie znasz dnia ani gdziny!=) To jedna koperta.
Jedzenie Milenki obliczone na dwadzieścia jeden dni + pieluchy, oczywiście z zapasem - kolejna koperta.
Moje badania, bo w końcu becikowe dostałam przed samym chrztem i poszło na co innego, bo wtedy nadal biedowaliśmy... - kolejna koperta.
Pieniążki na życie, z zastrzeżeniem że nie wolno przekraczać dziennego budżetu i kupować bezsensownych gazet, słodyczy i chipsów, a nadwyżki trzeba wrzucać do skarbonki - kolejna koperta!
I wiecie co????
Starczy i na pralkę i na odkurzacz! To Wam właśnie chciałam napisać! Co prawda nie na automat, bo nie mamy jak na razie przerobić wody, ale na taką fajną nową niby Franię z wirówką! Znaleźliśmy taką na Allegro, nówkę nieśmiganą, a do tego tani kurier, więc skorzystaliśmy z okazji, ucięłam budżet dzienny o pięć złotych i wzięliśmy od razu odkurzacz, żeby dwa razy nie płacić za przesyłkę!!! Wreszcie, jestem taka szczęśliwa, jakbym normalnie kupiła taki automat za dwa tysiące, he he:)) Na dodatek po zakupach okazało się, że mogę jeszcze kilka stówek wpłacić na konto i niech się tam zbiera na czarną godzinę :)))
Ha ha, to chyba najlepszy prezent urodzinowy, az się Kocur śmiał ze mnie że ja zamiast sobie bielizny zażyczyć seksownej w prezencie czy książki, czy sukienki, to się cieszę z pralki jak głupia :) Dobrze mu mówić, bo nie on prał w rękach dwie godziny w sobotę, płukał Milenkowe w trzech wodach i jeszcze równocześnie śpiewał piosenki dzidziusiowi :))))
Widać, jaka jestem hepi??? No, mam nadzieję :))
Teraz tylko trzeba udawać przed teściową, że Kocur nie wziął żadnej wypłaty na razie i wszystko będzie dobrze :))
Kocurzasty przyniósł w piątek swoją pierwszą wypłatę, wyszedł znacznie lepiej niż się spodziewaliśmy, a to głównie za sprawą tego, ze nadal nie ma umowy ( to akurat mnie dręczy), a także tego że wyrobił dużo godzin.
I wczoraj postanowiliśmy siąść na spokojnie i wszystko poobliczać, ile mamy tych pieniążków na czysto, do następnego przypływu gotówki czyli mojego macierzyńskiego. A więc z ołówkiem w łapie, ale w pozytywnym znaczeniu, bo tak mnie to cieszyło, że w końcu możemy coś zaplanować z pieniążkami, a nie tylko rachunki i jedzenie!!!
Więc przede wszystkim wszystkie rachunki + Kocurzastego dojazdy do pracy + luźna stówka na wszelki wypadek, jakby trzeba było nagle coś zapłacić (np. wodę, bo u nas dziwnie wodę sprawdzają, czasem raz na trzy miesiące, czasem raz na pół roku..., więc nie znasz dnia ani gdziny!=) To jedna koperta.
Jedzenie Milenki obliczone na dwadzieścia jeden dni + pieluchy, oczywiście z zapasem - kolejna koperta.
Moje badania, bo w końcu becikowe dostałam przed samym chrztem i poszło na co innego, bo wtedy nadal biedowaliśmy... - kolejna koperta.
Pieniążki na życie, z zastrzeżeniem że nie wolno przekraczać dziennego budżetu i kupować bezsensownych gazet, słodyczy i chipsów, a nadwyżki trzeba wrzucać do skarbonki - kolejna koperta!
I wiecie co????
Starczy i na pralkę i na odkurzacz! To Wam właśnie chciałam napisać! Co prawda nie na automat, bo nie mamy jak na razie przerobić wody, ale na taką fajną nową niby Franię z wirówką! Znaleźliśmy taką na Allegro, nówkę nieśmiganą, a do tego tani kurier, więc skorzystaliśmy z okazji, ucięłam budżet dzienny o pięć złotych i wzięliśmy od razu odkurzacz, żeby dwa razy nie płacić za przesyłkę!!! Wreszcie, jestem taka szczęśliwa, jakbym normalnie kupiła taki automat za dwa tysiące, he he:)) Na dodatek po zakupach okazało się, że mogę jeszcze kilka stówek wpłacić na konto i niech się tam zbiera na czarną godzinę :)))
Ha ha, to chyba najlepszy prezent urodzinowy, az się Kocur śmiał ze mnie że ja zamiast sobie bielizny zażyczyć seksownej w prezencie czy książki, czy sukienki, to się cieszę z pralki jak głupia :) Dobrze mu mówić, bo nie on prał w rękach dwie godziny w sobotę, płukał Milenkowe w trzech wodach i jeszcze równocześnie śpiewał piosenki dzidziusiowi :))))
Widać, jaka jestem hepi??? No, mam nadzieję :))
Teraz tylko trzeba udawać przed teściową, że Kocur nie wziął żadnej wypłaty na razie i wszystko będzie dobrze :))
sobota, 19 maja 2012
50 pytań do ... mnie zadanych przez Was!
Na kilku blogach zostałam nominowana do tej zabawy, na ogół staram się nie widzieć zaproszeń ( ;P) ale tym razem zrobię wyjątek. Nie mam natchnienia na notkę, jestem jakaś zmęczona okropnie po tym tygodniu, Milenka daje popalić, muszę jeszcze pranie zrobić ręczne i zachodzi obawa, ze nie zdążę się ewakuować zanim przyjdzie teściowa...
Zasady zabawy!
Zasady zabawy:
1. Wklej logo zabawy.
2. Napisz kto Cię otagował -szczerze mówiąc nie pamiętam ;P
3. Otaguj dowolną liczbę bloggerek, o których chcesz się czegoś dowiedzieć.
Wszystkie, które się jeszcze nie bawiły, a co...
Przez cały weekend macie czas na zadawanie pytań, a ja odpowiem Wam na nie na początku tygodnia w osobnej notce ;)) Buziaki i słonecznego weekendu :))
ps. Wiecie że w niedzielę staję się gorącą trzydziestką?
Nie żebym sępiła o życzenia, ale zastanawiam się wciąż czy to powód do depresji czy radości?
Kiedy to minęło???
piątek, 18 maja 2012
Stara komoda otwarta!
Nie wiem, czy wiecie, ale otworzyłam starą komodę :)
Na razie tak tyci tyci, ale coś wrzucić musiałam, bo mnie dręczyło, że jest pusta. :)
Pamiętajcie, że to iż nie chcecie nic kupić nie znaczy, że macie nie komentować :))
Możemy dyskutować do woli!
Napiszcie też co by się nam tam jeszcze przydało! (mamy cennik i tabelę rozmiarów)
ps. będę wrzucać codziennie coś nowego, w miarę możliwości, bo nie zawsze da się wybrać na łowy.. :))
Na razie tak tyci tyci, ale coś wrzucić musiałam, bo mnie dręczyło, że jest pusta. :)
Pamiętajcie, że to iż nie chcecie nic kupić nie znaczy, że macie nie komentować :))
Możemy dyskutować do woli!
Napiszcie też co by się nam tam jeszcze przydało! (mamy cennik i tabelę rozmiarów)
ps. będę wrzucać codziennie coś nowego, w miarę możliwości, bo nie zawsze da się wybrać na łowy.. :))
środa, 16 maja 2012
A to Polska właśnie...
Momentami mam wrażenie, że nasz kraj to jeden wielki lunapark, gdzie wszystko kręci się, wiruje, wariuje, nie ma ani jednego stałego punktu, wszystko błyszczy i jest takie pozornie piękne. Ale po ciemnej nocy pełnej zabawy i barwnych świateł, przychodzi poranek i naszym oczom ukazuje się jeden wielki śmierdzący śmietnik. Już nie jest zabawnie, jest okropnie. Tak, za marmurowymi schodami, drzwiami z fotokomórką, czerwonym dywanem i skórzanymi fotelami kryje się nasz prawdziwy kraj. Kraj absurdów...
W Mopsie, w którym starałam się o rodzinne pracuje wiele miłych pań. Pracuje także... nazwijmy ją: Pani Kasia. Pani Kasia jest bardzo sumienną pracownicą, pomocną, koleżeńską: akurat gdy tam byłam za drugim razem Pani Kasia robiła dla swoich koleżanek zza biurek kawę. Mają stary czajnik w tym Mopsie, więc woda gotowała się długo, musiałam więc swoje odstać, choć trzymałam na rękach szamoczącą się Milenkę... No, ale co się będę wpychać, panie były bardzo zapracowane.
Pani Kasia jest bardzo sumienna, jak już wspomniałam. Bierze na swoje barki wiele obowiązków, robi tak zwane "wywiady" domowe, jeździ po domach podopiecznych swojej placówki i sprawdza, jak sobie radzą. Pani Kasia jest sprytna, pracuje szybko. Czasem uda się jej tak szybko uwinąć z "wywiadami", może więc wpaść do domu, ugotować obiad, wstawić pranie, odebrać córkę ze szkoły, pójść na zakupy. Grunt to dobra organizacja, nikt nie powiedział, że na ośmiogodzinnym etacie trzeba pracować osiem godzin... Pani Kasia zarabia dobrze, no w miarę dobrze. Stać ją na zatrudnienie opiekunki dla dziecka, opiekunka dostaje pięć złotych na godzinę. Z tym, że nie zarobi wiele, często jest zwalniana do domu wcześniej, bo Pani Kasia kończy nieco wcześniej swoje osiem godzin, więc opiekunka też kończy swoje :))
Podopiecznym Pani Kasi jest między innymi ... nazwijmy go Zbysiu. Zbysiu ma niewiele ponad czterdziestkę i byłą żonę na karku, pozwała go kur... o alimenty. A przecież on jest chory i pracować nie może. Alimenty płaci jego mamusia. Dostaje rentę? Dostaje. A po co takiej babci pieniądze, nich więc zapłaci tej kur... i da na coś do picia, bo Zbysia suszy. Nie ma łatwego życia ten Zbysiu, oj nie. Choruje, jest alkoholikiem. Zbysia odwiedza co jakiś czas pani Kasia, sprawdza jak sobie miernota radzi, słaby jest, widać na oko. Pani Kasia pisze wywiad i udaje że nie słyszy, jak Zbysiu przeklina żonę od najgorszych. Biedny człowiek, jest alkoholikiem, życie się mu sypie, a żona nie chce by spotykał się z synem. Podobno w wigilię okno im wybił, ale kto wie, czy to prawda? Baby potrafią być zawzięte i pazerne. Wspominałam że Zbysiu jest kuzynem sołtysa?
Och, sołtys... sołtysowanie w takiej wsi nie jest łatwe. Ludzie od razu patrzą wilkiem, że komuś się lepiej powodzi. Szepczą pod kościołem, że ten nowy dach to nie całkiem z oszczędności. Niech się wypchają, niech sami sołtysują jak są tacy mądrzy. Przychodzi jeden przed drugim i nic tylko marudzą... że nie ma oświetlenia w części wsi, że nie ma chodników przy ulicy, że droga dziurawa, a z rowu koło sklepu przy każdym deszczu wylewa się woda i zalewa podwórka okolicznych domów. A czy to jego wina? Najbardziej bezczelny był ten, co przyszedł w zeszłym tygodniu, że niby koło ich domu obiecali asfalt kłaść na drodze dojazdowej... Głupi czy co? Sołtys sam zatwierdzał plany, gdzie trzeba asfaltować, droga koło jego domu też wymagała naprawy, niby kładli ją dwa lata temu, ale wiecie, te samochody strasznie psują...
Wieś, wieś zielona... piękna taka, ludzie życzliwi, spokojni, uczciwi. O, na przykład ten Wojtek, który kandydował do rady sołeckiej. Bardzo uczciwy chłop, nie pije, nie pali. A jednak nie wszyscy lubią go we wsi, bo swego czasu proboszczowi podpadł. A te plotki, że niby dobierał się do młodych chłopaków, są wyssane z palca. Na szczęście proboszcza też nie lubią, więc nikt mu nie uwierzy. A takich rzeczy przy wyborach nie sprawdzają, nikt nie sprawdza kandydatów pod kątem ... pogłosek co nie?
I całe szczęście bo i drugi kandydat odpadł by w przedbiegach. Nie wymieniajmy z nazwiska, przecież każdy wie, że chodzi o syna najbogatszego przedsiębiorcy w okolicy. Wypił tylko kilka piw, nie jechał szybko, to niesprawiedliwe, że zabrali mu prawo jazdy. Musiał potem jeździć bez, no nie miał wyjścia po prostu. Jak by to wyglądało, trzy auta pod domem, a on jeździ autobusem? Nie był bardzo pijany, ale za drugim razem mogło się to skończyć dużo gorzej, jechał w końcu bez prawo jazdy... dziewczyna miała tylko złamaną nogę, a kuzyn wskoczył za kierownicę, zanim przybiegli ludzie. Co prawda dziewczyna twierdzi, że kto inny prowadził, ale kto jej uwierzy? Pewnie uderzyła się w głowę...
Dziewczyna ... nazwijmy ją Marysia ...pochodzi z biednej rodziny, jej ojciec zginął pod kołami pociągu, mówią że to niekoniecznie był wypadek. Matka z trudem wychowała piątkę dzieci, pracowała w szkole: jako kucharka i sprzątaczka. Jest bardzo religijna, dobrze wychowała swoje dzieci: są grzeczne, miłe, uczynne. Czasem było ciężko. Marysia namówiła mamę, by skorzystały z pomocy opieki społecznej. Młodsze rodzeństwo Marysi dostało darmowe obiady w szkole, a jeden z braci pojechał nawet na 5 dniową wycieczkę szkolną. Po pół roku mama Marysi została wezwana do szkoły i poinformowana, że teraz trzeba zafundować obiady innym dzieciom. Taka kolej rzeczy, musi być sprawiedliwie, a potrzebujących jest wielu. Marysia z mamą i rodzeństwem mieszka po sąsiedzku ze Zbysiem. Widzi, jak regularnie z wizytą przychodzi Pani Kasia i to znacznie dłużej niż od pół roku... cóż, potrzebujących jest wielu, niektórzy potrzebują więcej niż inni...
Ach, wycieczka szkolna w góry. Młodszy brat Marysi... nazwijmy go Janek... do tej pory ją przeżywa. Nigdy wcześniej nigdzie nie był i pewnie szybko nie będzie... Na wycieczce było wspaniale. Dostał nawet kieszonkowe, kupił za nie ciupagę dla najmłodszego brata i spinki do włosów dla siostry. Kupił też oscypki, ale zepsuły się w plecaku i musiał je wyrzucić. Wstydził się, że nie przywiózł prezentu dla mamy i pozostałego rodzeństwa, ale nie miał więcej pieniędzy. Janek wie, że nie mają pieniędzy i nieraz zastanawiał się, skąd mama wzięła pieniądze na jego wycieczkę. Mama nie chce by Janek wiedział, że wycieczkę zafundowała opieka społeczna, ale Janek prawdopodobnie niedługo się dowie, bo dzieci już mówią o tym w szkole i podśmiechują się pod nosem. Ktoś usłyszał w domu rozmawiających o tym rodziców, powiedział komuś innemu, plotka poszła... niektórym dorosłym przeszkadza, gdy ktoś inny dostanie coś za darmo, nawet jeśli jest bardzo biedny.
W domu pewnej dziewczynki.... nazwijmy ją Ania... nikt nie śmieje się z biedy Janka i jego rodziny, ani z tego, że chłopczyk był na wycieczce za pieniądze z opieki społecznej. Tata Ani poprosił wychowawczynię o dyskrecję i wpłacił całą sumę za wyjazd chłopca, zostawił nawet parę groszy na kieszonkowe, nie za dużo, żeby nie wzbudzić podejrzeń rodziny chłopca. Mama Ani każdej wiosny robi porządki w swojej wielkiej garderobie i pakuje do wielkiego czarnego worka ubrania, których już nie będzie nosić. Czasem między ubrania wtyka zabawki, a nawet wsuwa do kieszeni cukierki. Gdy zapada zmrok tata Ani wsiada do samochodu, jedzie pod dom rodziny Janka i czeka, aż pogasną wszystkie światła. Wtedy wyjmuje wielki worek z bagażnika i zanosi do niewielkiej komórki pod schodami ganku.
Mama Janka podejrzewa, kto zostawia ubrania, ale rodzina Ani nigdy na ten temat nie napomknęła ani słowem, więc ona także milczy. Cieszy się, że może ubrać swoje córki w ładne ubrania: są to porządne i zadbane rzeczy. Marysia ma już siedemnaście lat. Jest dla niej wielką wyręką. Ostatnio nawet pojechała do gminy załatwiać przydział węgla z opieki społecznej. Gdy wyszła z pokoju Pani Kasi, Pani Kasia otworzyła oburzone usta i powiedziała do koleżanki zza sąsiedniego biurka.
- Widziałaś jak ta młoda była ubrana? I takie mają czelność przychodzić po pieniądze? Już ja się postaram żeby nic nie dostały!
Codzienne absurdy, ... a to Polska właśnie.
ps. Jak się Wam podoba? Wszystko jest prawdą, niestety, rozłożoną w latach, ale prawdą. Rodzina Ani jest jedynym jasnym promykiem w tym zasyfiałym lunaparku...
W Mopsie, w którym starałam się o rodzinne pracuje wiele miłych pań. Pracuje także... nazwijmy ją: Pani Kasia. Pani Kasia jest bardzo sumienną pracownicą, pomocną, koleżeńską: akurat gdy tam byłam za drugim razem Pani Kasia robiła dla swoich koleżanek zza biurek kawę. Mają stary czajnik w tym Mopsie, więc woda gotowała się długo, musiałam więc swoje odstać, choć trzymałam na rękach szamoczącą się Milenkę... No, ale co się będę wpychać, panie były bardzo zapracowane.
Pani Kasia jest bardzo sumienna, jak już wspomniałam. Bierze na swoje barki wiele obowiązków, robi tak zwane "wywiady" domowe, jeździ po domach podopiecznych swojej placówki i sprawdza, jak sobie radzą. Pani Kasia jest sprytna, pracuje szybko. Czasem uda się jej tak szybko uwinąć z "wywiadami", może więc wpaść do domu, ugotować obiad, wstawić pranie, odebrać córkę ze szkoły, pójść na zakupy. Grunt to dobra organizacja, nikt nie powiedział, że na ośmiogodzinnym etacie trzeba pracować osiem godzin... Pani Kasia zarabia dobrze, no w miarę dobrze. Stać ją na zatrudnienie opiekunki dla dziecka, opiekunka dostaje pięć złotych na godzinę. Z tym, że nie zarobi wiele, często jest zwalniana do domu wcześniej, bo Pani Kasia kończy nieco wcześniej swoje osiem godzin, więc opiekunka też kończy swoje :))
Podopiecznym Pani Kasi jest między innymi ... nazwijmy go Zbysiu. Zbysiu ma niewiele ponad czterdziestkę i byłą żonę na karku, pozwała go kur... o alimenty. A przecież on jest chory i pracować nie może. Alimenty płaci jego mamusia. Dostaje rentę? Dostaje. A po co takiej babci pieniądze, nich więc zapłaci tej kur... i da na coś do picia, bo Zbysia suszy. Nie ma łatwego życia ten Zbysiu, oj nie. Choruje, jest alkoholikiem. Zbysia odwiedza co jakiś czas pani Kasia, sprawdza jak sobie miernota radzi, słaby jest, widać na oko. Pani Kasia pisze wywiad i udaje że nie słyszy, jak Zbysiu przeklina żonę od najgorszych. Biedny człowiek, jest alkoholikiem, życie się mu sypie, a żona nie chce by spotykał się z synem. Podobno w wigilię okno im wybił, ale kto wie, czy to prawda? Baby potrafią być zawzięte i pazerne. Wspominałam że Zbysiu jest kuzynem sołtysa?
Och, sołtys... sołtysowanie w takiej wsi nie jest łatwe. Ludzie od razu patrzą wilkiem, że komuś się lepiej powodzi. Szepczą pod kościołem, że ten nowy dach to nie całkiem z oszczędności. Niech się wypchają, niech sami sołtysują jak są tacy mądrzy. Przychodzi jeden przed drugim i nic tylko marudzą... że nie ma oświetlenia w części wsi, że nie ma chodników przy ulicy, że droga dziurawa, a z rowu koło sklepu przy każdym deszczu wylewa się woda i zalewa podwórka okolicznych domów. A czy to jego wina? Najbardziej bezczelny był ten, co przyszedł w zeszłym tygodniu, że niby koło ich domu obiecali asfalt kłaść na drodze dojazdowej... Głupi czy co? Sołtys sam zatwierdzał plany, gdzie trzeba asfaltować, droga koło jego domu też wymagała naprawy, niby kładli ją dwa lata temu, ale wiecie, te samochody strasznie psują...
Wieś, wieś zielona... piękna taka, ludzie życzliwi, spokojni, uczciwi. O, na przykład ten Wojtek, który kandydował do rady sołeckiej. Bardzo uczciwy chłop, nie pije, nie pali. A jednak nie wszyscy lubią go we wsi, bo swego czasu proboszczowi podpadł. A te plotki, że niby dobierał się do młodych chłopaków, są wyssane z palca. Na szczęście proboszcza też nie lubią, więc nikt mu nie uwierzy. A takich rzeczy przy wyborach nie sprawdzają, nikt nie sprawdza kandydatów pod kątem ... pogłosek co nie?
I całe szczęście bo i drugi kandydat odpadł by w przedbiegach. Nie wymieniajmy z nazwiska, przecież każdy wie, że chodzi o syna najbogatszego przedsiębiorcy w okolicy. Wypił tylko kilka piw, nie jechał szybko, to niesprawiedliwe, że zabrali mu prawo jazdy. Musiał potem jeździć bez, no nie miał wyjścia po prostu. Jak by to wyglądało, trzy auta pod domem, a on jeździ autobusem? Nie był bardzo pijany, ale za drugim razem mogło się to skończyć dużo gorzej, jechał w końcu bez prawo jazdy... dziewczyna miała tylko złamaną nogę, a kuzyn wskoczył za kierownicę, zanim przybiegli ludzie. Co prawda dziewczyna twierdzi, że kto inny prowadził, ale kto jej uwierzy? Pewnie uderzyła się w głowę...
Dziewczyna ... nazwijmy ją Marysia ...pochodzi z biednej rodziny, jej ojciec zginął pod kołami pociągu, mówią że to niekoniecznie był wypadek. Matka z trudem wychowała piątkę dzieci, pracowała w szkole: jako kucharka i sprzątaczka. Jest bardzo religijna, dobrze wychowała swoje dzieci: są grzeczne, miłe, uczynne. Czasem było ciężko. Marysia namówiła mamę, by skorzystały z pomocy opieki społecznej. Młodsze rodzeństwo Marysi dostało darmowe obiady w szkole, a jeden z braci pojechał nawet na 5 dniową wycieczkę szkolną. Po pół roku mama Marysi została wezwana do szkoły i poinformowana, że teraz trzeba zafundować obiady innym dzieciom. Taka kolej rzeczy, musi być sprawiedliwie, a potrzebujących jest wielu. Marysia z mamą i rodzeństwem mieszka po sąsiedzku ze Zbysiem. Widzi, jak regularnie z wizytą przychodzi Pani Kasia i to znacznie dłużej niż od pół roku... cóż, potrzebujących jest wielu, niektórzy potrzebują więcej niż inni...
Ach, wycieczka szkolna w góry. Młodszy brat Marysi... nazwijmy go Janek... do tej pory ją przeżywa. Nigdy wcześniej nigdzie nie był i pewnie szybko nie będzie... Na wycieczce było wspaniale. Dostał nawet kieszonkowe, kupił za nie ciupagę dla najmłodszego brata i spinki do włosów dla siostry. Kupił też oscypki, ale zepsuły się w plecaku i musiał je wyrzucić. Wstydził się, że nie przywiózł prezentu dla mamy i pozostałego rodzeństwa, ale nie miał więcej pieniędzy. Janek wie, że nie mają pieniędzy i nieraz zastanawiał się, skąd mama wzięła pieniądze na jego wycieczkę. Mama nie chce by Janek wiedział, że wycieczkę zafundowała opieka społeczna, ale Janek prawdopodobnie niedługo się dowie, bo dzieci już mówią o tym w szkole i podśmiechują się pod nosem. Ktoś usłyszał w domu rozmawiających o tym rodziców, powiedział komuś innemu, plotka poszła... niektórym dorosłym przeszkadza, gdy ktoś inny dostanie coś za darmo, nawet jeśli jest bardzo biedny.
W domu pewnej dziewczynki.... nazwijmy ją Ania... nikt nie śmieje się z biedy Janka i jego rodziny, ani z tego, że chłopczyk był na wycieczce za pieniądze z opieki społecznej. Tata Ani poprosił wychowawczynię o dyskrecję i wpłacił całą sumę za wyjazd chłopca, zostawił nawet parę groszy na kieszonkowe, nie za dużo, żeby nie wzbudzić podejrzeń rodziny chłopca. Mama Ani każdej wiosny robi porządki w swojej wielkiej garderobie i pakuje do wielkiego czarnego worka ubrania, których już nie będzie nosić. Czasem między ubrania wtyka zabawki, a nawet wsuwa do kieszeni cukierki. Gdy zapada zmrok tata Ani wsiada do samochodu, jedzie pod dom rodziny Janka i czeka, aż pogasną wszystkie światła. Wtedy wyjmuje wielki worek z bagażnika i zanosi do niewielkiej komórki pod schodami ganku.
Mama Janka podejrzewa, kto zostawia ubrania, ale rodzina Ani nigdy na ten temat nie napomknęła ani słowem, więc ona także milczy. Cieszy się, że może ubrać swoje córki w ładne ubrania: są to porządne i zadbane rzeczy. Marysia ma już siedemnaście lat. Jest dla niej wielką wyręką. Ostatnio nawet pojechała do gminy załatwiać przydział węgla z opieki społecznej. Gdy wyszła z pokoju Pani Kasi, Pani Kasia otworzyła oburzone usta i powiedziała do koleżanki zza sąsiedniego biurka.
- Widziałaś jak ta młoda była ubrana? I takie mają czelność przychodzić po pieniądze? Już ja się postaram żeby nic nie dostały!
Codzienne absurdy, ... a to Polska właśnie.
ps. Jak się Wam podoba? Wszystko jest prawdą, niestety, rozłożoną w latach, ale prawdą. Rodzina Ani jest jedynym jasnym promykiem w tym zasyfiałym lunaparku...
wtorek, 15 maja 2012
Dwa złote...
Wiecie co, podłamałam się :)
Właśnie otrzymałam pismo z Mopsu odnośnie tak zwanego drugiego becikowego i rodzinnego. Odmowne pismo. Moja wspaniała wypłata 1184 zł na rękę to za dużo by nas nagrodzić takim dodatkiem. Przekroczyliśmy wymagany próg o około 2 złote...
Sama nie wiem, co myśleć na ten temat. Z jednej strony myślę, że to sprawiedliwe, bo w końcu kocur znalazł tą pracę a są rodziny, które bardziej potrzebują pieniędzy. A z drugiej czuję ogromny żal, bo tyle czasu borykaliśmy się z tylko moją pensją, w gruncie rzeczy nadal się borykamy, bo Kocur jeszcze nie ma umowy, ani nie wziął wynagrodzenia. A jeśli go zwolnią i nadal trzeba będzie radzić sobie z moją pensją ale nadal nie łapie nas dodatek, heh...
Z jednej strony my przekraczamy dochód więc odmowa, a z drugiej strony mops utrzymuje miejscowych żuli spod sklepu. Czy to takie sprawiedliwe?
Wybaczcie ten żal ale wczoraj na dodatek zepsuła się Frania. I wczoraj tak sobie myślałam, ze za ten tysiąc podłączymy wodę i kupimy pralkę. A dziś ta decyzja... naprawdę czasem wiatr w oczy :((
ps. nie cierpię prać w rękach :)
Właśnie otrzymałam pismo z Mopsu odnośnie tak zwanego drugiego becikowego i rodzinnego. Odmowne pismo. Moja wspaniała wypłata 1184 zł na rękę to za dużo by nas nagrodzić takim dodatkiem. Przekroczyliśmy wymagany próg o około 2 złote...
Sama nie wiem, co myśleć na ten temat. Z jednej strony myślę, że to sprawiedliwe, bo w końcu kocur znalazł tą pracę a są rodziny, które bardziej potrzebują pieniędzy. A z drugiej czuję ogromny żal, bo tyle czasu borykaliśmy się z tylko moją pensją, w gruncie rzeczy nadal się borykamy, bo Kocur jeszcze nie ma umowy, ani nie wziął wynagrodzenia. A jeśli go zwolnią i nadal trzeba będzie radzić sobie z moją pensją ale nadal nie łapie nas dodatek, heh...
Z jednej strony my przekraczamy dochód więc odmowa, a z drugiej strony mops utrzymuje miejscowych żuli spod sklepu. Czy to takie sprawiedliwe?
Wybaczcie ten żal ale wczoraj na dodatek zepsuła się Frania. I wczoraj tak sobie myślałam, ze za ten tysiąc podłączymy wodę i kupimy pralkę. A dziś ta decyzja... naprawdę czasem wiatr w oczy :((
ps. nie cierpię prać w rękach :)
poniedziałek, 14 maja 2012
Stara komoda :)
Widzę, że dostrzegłyście i zainteresowałyście się Starą Komodą. :)
Bardzo mnie to cieszy :)
Tak jak Wam kiedyś wspominałam, będzie to miejsce, gdzie będę zamieszczać zdjęcia tych moich perełek z ciucholandu, można będzie coś za parę złotych kupić, ale można będzie także powymieniać się poglądami na kwestie odzieżowe w stylu" to jest super, a w tym bym na ulicę nie wyszła", oczywiście grzecznie i kulturalnie, bo każdy ma swój styl :D
Wiem, że nie każdy lubi ciuchy z grzebalni :) Mimo to zapraszam do oglądania i komentowania, bo większość z nas nawet jak nie kupuje, to na pewno ogląda :))
Nie będzie to blog na zaproszenie, będzie ogólnie dostępny, mam nadzieję, że pomożecie mi go rozreklamować u siebie w linkach, ale jeśli nie to się nie obrażę :)) Na razie jest zamknięty, bo jest pusty, schnie farba na ścianach naszego wirtualnego ciucholandu, a gdy wyschnie, to przykleję zdjęcia i wystartujemy :))
W tym miejscu bardzo bardzo gorąco chciałam podziękować M. za pomoc! To ona ubierała to miejsce i zrobiła to po prostu pięknie :))
Troszkę cierpliwości, a drzwi tego sezamu się otworzą już wkrótce :)
Bardzo mnie to cieszy :)
Tak jak Wam kiedyś wspominałam, będzie to miejsce, gdzie będę zamieszczać zdjęcia tych moich perełek z ciucholandu, można będzie coś za parę złotych kupić, ale można będzie także powymieniać się poglądami na kwestie odzieżowe w stylu" to jest super, a w tym bym na ulicę nie wyszła", oczywiście grzecznie i kulturalnie, bo każdy ma swój styl :D
Wiem, że nie każdy lubi ciuchy z grzebalni :) Mimo to zapraszam do oglądania i komentowania, bo większość z nas nawet jak nie kupuje, to na pewno ogląda :))
Nie będzie to blog na zaproszenie, będzie ogólnie dostępny, mam nadzieję, że pomożecie mi go rozreklamować u siebie w linkach, ale jeśli nie to się nie obrażę :)) Na razie jest zamknięty, bo jest pusty, schnie farba na ścianach naszego wirtualnego ciucholandu, a gdy wyschnie, to przykleję zdjęcia i wystartujemy :))
W tym miejscu bardzo bardzo gorąco chciałam podziękować M. za pomoc! To ona ubierała to miejsce i zrobiła to po prostu pięknie :))
Troszkę cierpliwości, a drzwi tego sezamu się otworzą już wkrótce :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
